O autorze
Rocznik ’84. Pierwszą płytę, a raczej kasetę nagrał w wieku 11 lat z kolegą z bloku. Sprzedała się w oszałamiającym nakładzie czterech egzemplarzy. Od tamtej pory woli słuchać innych.

Pracował w Onecie, Interii i prowadził własną, internetową agencję informacyjną Blitznews. Obecnie współtworzy zespół krakowskiego start-up’u edukacyjnego Brainly. W (rzadkich) wolnych chwilach biegacz-amator, fan futbolu niszowego i piszący słuchacz.

Pytania? Pomysły? Hejty? Pisz na: m.gnat@interia.pl

Polski hip-hop się zmienił

Rasmentalism - autorzy doskonale przyjętej przez fanów płyty "Za młodzi na Heroda" spoglądają "z nadzieją" na przyszłość polskiego hip-hopu
Rasmentalism - autorzy doskonale przyjętej przez fanów płyty "Za młodzi na Heroda" spoglądają "z nadzieją" na przyszłość polskiego hip-hopu fot. Asfalt Records
Na wstępie uprzedzę: tak, wiem, że ktoś może zarzucić mi zbytni optymizm i to, że podczas pisania tego tekstu mój cynizm i sceptycyzm poszedł sobie na spacer. Mimo to, odważę się postawić swoją dość odważną tezę - polski hip-hop w ostatnich latach się zmienił. Na lepsze.

Zaczynając od wizerunku patologicznej subkultury "blokersów", przez dekadę, zjawisko polskiej muzyki rapowanej ewoluowało w kierunku osobnego i praktycznie samowystarczalnego sub-świata polskiej kultury, który mało kto traktuje jeszcze z pobłażaniem.



Być może chodzi też o zmianę pokoleniową, która sprawiła, że tekstów o hip-hopie nie tworzą już dziennikarze i socjolodzy z poprzedniego pokolenia, ale także ludzie, którzy sami dorastali przy kawałkach Paktofoniki, Molesty Ewenement, czy WWO i przez to lepiej rozumieją to zjawisko.

Oto siedem dziedzin, w których, w mojej opinii, polski hip-hop w trwającej dobrej passie tego gatunku od roku 2009 do dziś, różni się od tego z pierwszej fali jego popularności w latach 1999 -2004.

Jestem bardzo ciekaw Waszych opinii i kontrargumentów, którymi zechcecie obalić moje tezy.

I. PIENIĄDZE:


Wczoraj:

W czasie pierwszej fali popularności hip-hopu, pieniądze stanowiły nieprzekraczalny temat tabu. Według oficjalnej wersji raperzy nie zarabiali nic, a za płyty płacono im "szacunkiem", który miał starczyć na opłacenie rachunków za mieszkanie, gaz i prąd.

Kiedy w 2002 roku Tede nagrał płytę zatytułowaną "3H: Hajs, Hajs Hajs" (czyli w wolnym tłumaczeniu "Pieniądze, pieniądze, pieniądze"), w której po raz pierwszy otwarcie powiedział o tym, że złotówki w hip-hopie są ważne, skazał się na ostracyzm ze strony części środowiska i fanów, którzy przylepili mi funkcjonującą właściwie do dziś etykietkę tego, który się sprzedał.

Dziś:

Wprawdzie kilku najlepiej zarabiających raperów wciąż kamufluje swoje prawdziwe zarobki i nie mówi wprost, że zamieniło M2 w bloku na domek pod miastem, jednak wydaje się, że w ostatnich latach pod tym względem coś się zmieniło, a raperzy mówiący o swoich sporych, jak na polskie warunki, zarobkach, zaczynają być postrzegani z pewnym podziwem i fascynacją. Donguralesko wrzuca czasem na Facebooka zdjęcia z plikiem pieniędzy w ręku, a niegdysiejszy guru sceny ulicznej Sokół, informuje fanów via Facebook, że wylatuje z ukochaną na miesiąc wakacji na Karaiby... i to przechodzi. W 2000 roku taka deklaracja byłaby praktycznie harakiri rapera.

II. TELEDYSKI:

Wczoraj:

W polskiej kulturze utrwalił się stereotyp hiphopowego teledysku, w którym 20 łysych gości w dresach giba się niczym stado rezusów do kamerki z kasetką beta za 200 złotych. Nieprzypadkowo. 90% polskich teledysków z okresu circa 2000 wyglądało właśnie w ten sposób.

Dziś:

W czasie ostatniej dekady polski teledysk naprawdę się rozwinął, nie odstając, a czasami nawet wyprzedzając inwencją produkcje zagraniczne. Wizualne prace takich wyspecjalizowanych ekip jak Grupa13, Let'Em Know, ToczyVideos, GłębokiOFF, to często małe krótkometrażowe arcydziełka. Wystarczy zwrócić uwagę na takie mariaże hip-hopu i niskobudżetowej sztuki filmowej jak klip TEN, TEN, TEN i TEN.

Oczywiście niebagatelną rolę odegrał tu rozwój technologiczny, widać jednak, że także sami wykonawcy przestali zadowalać się produktami niskiej jakości.

III. MEDIA:

Kiedyś:

W tzw. pierwszej fali popularności hip-hopu, kontakt artystów z mediami prowadził do nieustannych spięć i nieporozumień. Z jednej strony obecność w dużych ośrodkach telewizyjnych, radiowych i prasowych traktowano jako nobilitację, prestiż oraz okazję do szerszego wypromowania swojej muzyki, z drugiej zaś, nie dało się nie zauważyć, że kultura młodych ludzi w zbyt szerokich ubraniach, jest dla dziennikarzy jedynie nową, dziwną fanaberią młodych - zjawiskiem i subkulturą ludzi, którzy chodzą w zbyt szerokich ubraniach i palą blanty na ławce.

Dziś:

Po wielu spięciach z mediami, które najczęściej pisały o raperach tylko w kontekście skandali, raperzy przejrzeli na oczy, uświadamiając sobie, że w dobie internetowych social mediów, telewizja i papierowa prasa nie są im właściwie do niczego potrzebne. Dzięki kanałom dystrybucji treści, takim jak Facebook, raperzy są w stanie poinformować fanów o swoich płytach, koncertach i kolekcjach ubrań, bez pośredniego medium. W pewnym sensie role uległy teraz odwróceniu. Bardzo często to właśnie raperzy należą do najbardziej pożądanych gości popularnych programów telewizyjnych. Ubiegał się o nich m.in. Kuba Wojewódzki, w którego show, na przełomie 2012 i 2013 roku, raperzy zasiadali nieprzyzwoicie często.

IV. UBRANIA:


Kiedyś:

Przed dekadą, w temacie ubioru, wykonawcy hip-hopowi wykazywali podejście ortodoksyjne. Albo miałeś na sobie szeroką bluzę, spodnie z kolanami w kroku, ewentualnie kaszkietówkę i dresy, albo po prostu, NIE BYŁEŚ hiphopowcem.

Dziś:

Gdy moda na szeroką hiphopową odzież stała się wspomnieniem, raperzy i słuchacze odeszli od sztywnych i "prawilnych standardów", prezentując podejście dużo bardziej liberalne . Wprawdzie bluza z kapturem wciąż jest w cenie, ale nie przeszkadza to innym raperom kultywować styl niemal hipsterski (Pezet), elegancki (Ten Typ Mes), czy inteligencki (Łona). Podsumowując - ubiór przestał wpływać na poziom szacunku rapera.

V. RÓŻNORODNOŚĆ:

Kiedyś:

Przed ponad dekadą zjawisko hip-hopu było dość mocno powiązane ze stylem ulicznym. Gdy ktoś wykraczał poza ogólnie przyjęty "prawilny" kanon, padał ofiarą słownych ataków. Uliczna Mor W.A groziła palcem funk-hiphopowemu Afro Kolektywowi, Trzyha, pytała raperów Kalibra 44", gdzie w ich tekstach jest ulica, a śpiewany refren w utworze, był nierzadko traktowany jako zdrada hiphopowych kanonów i "sprzedanie się".

Dziś:

Choć nie da się ukryć, że wielu raperów dość jawnie mówi o swoich prawicowych, bądź lewicowych poglądach, różne bieguny hiphopowej sceny raczej koegzystują ze sobą, nie wywołując głębszych tarć tektonicznych. Nawet takie oryginały jak L.U.C, czy undergroundowy Gospel, funkcjonują na scenie, znajdując swoich odbiorców, bez specjalnego ostracyzmu ze strony reszty środowiska.

VI. ZAGRANICA:

Kiedyś:

Na przełomie wieków XX i XXI wydawało się, że raczkujący polski rap i jego odpowiednik z amerykańskiej kolebki, dzieli kolosalna przepaść. Raperzy z USA traktowani byli niczym bogowie, zasiadający hiphopowy parnas, którzy nie są łaskawi choćby spojrzeć na ubogich krewnych z "jakiejś" Polski.

Dziś:

Choć nie da się ukryć, że wiele kooperacji polskich i amerykańskich raperów w ostatnich latach jest raczej efektem przemian na tle ekonomicznym (czytaj: polscy zarabiają więcej, a niektórzy z USA czasy świetności mają już za sobą), to jednak bez wątpienia polscy artyści hiphopowi zaczęli pracować z kolegami zza oceanu, niemal jak równy z równym. Wystarczy wymienić choćby ostatnie przykłady wspólnego albumu O.S.T.R-a z Marco Polo, a także kawałków Włodiego z Evidence'm, Peji z Onyx i Jeru The Damaja, czy Sokoła i Marysi Starosty z DJ Premierem.

VII. REPUTACJA:

Kiedyś:

"Jak witają się hiphopowcy?", to pytanie zadane przez jednego z prowadzących telewizyjny program młodzieżowy "Rower Błażeja", przeszło do historii jako esencja ówczesnego podejścia do tego gatunku muzyki, prezentowanego przez "duże media". Ogólnie rzecz biorąc, młodzi fani rapu traktowani byli jako ludzie bez perspektyw, przesiadujący całe popołudnia na osiedlowej ławce, w niewytłumaczalny sposób zafascynowani muzyką rodem ze slumsów nowojorskiego Bronxu.

Dziś:

Być może jest to kwestia tego, że muzyka rapowana na dobre wsiąkła już w polski pejzaż, przechodząc drogę podobną do rodzimego jazzu, a może to kwestia tego, że w mediach na stałe zaistnieli ludzie wychowani na muzyce hip-hopowej, lecz wydaje się, że coraz częściej scena hiphopowa w Polsce traktowana jest z pewnym podziwem i szacunkiem. Filmy o hip-hopie stają się hitami polskich kin (ponad 1,5 miliona widzów na "Jesteś Bogiem" o Paktofonice), teksty Eldo są analizowane w szkolnych podręcznikach do języka polskiego, a niektórzy, bez specjalnego uszczerbku własnego wizerunku i własnej wizji artystycznej, mogą funkcjonować w mediach jako artyści mainstreamowi (patrz Donatan).

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...